Co robi weterynarz na co dzień?
Być może myślisz, że praca weterynarza to głównie głaskanie słodkich kotków i ratowanie szczeniaków z opresji niczym bohaterowie seriali medycznych. Rzeczywistość jest jednak trochę inna — choć, nie mniej ciekawa!
Dzień w przychodni zaczyna się od kawy. Mocnej. Czasem dwóch, jeśli pierwszym pacjentem jest kot, który już od progu ogłasza całemu światu, że nikt nie będzie go dziś dotykał. Potem jest szybki przegląd grafików, telefonów i notatek – bo nigdy nie wiadomo, czy za chwilę nie przyjedzie ktoś z papugą, która zjadła koralik, albo z żółwiem, który odmawia współpracy przy badaniu.
Każda wizyta to inny pacjent i inna historia. Jednego dnia pomagamy psu, który w ramach kulinarnego eksperymentu postanowił spróbować kamieni z ogrodu, a drugiego tłumaczymy, że świnka morska nie powinna jeść tyle marchewek (tak, wiemy, że „tak lubi”). Czasem jesteśmy lekarzami, czasem psychologami, a czasem detektywami, próbującymi odkryć, dlaczego kot nagle postanowił sikać do butów właściciela.
Pośród badań, szczepień i zabiegów chirurgicznych zawsze jest też czas na odrobinę czułości — bo mimo, że nasi pacjenci nie mówią, doskonale potrafią okazać wdzięczność. Jeden merda ogonem, drugi mruczy, trzeci patrzy z lekkim wyrzutem, ale wiemy, że to tylko wysokiej klasy gra aktorska, a tak naprawdę czuje się zadbany i zaopiekowany.
Nie ma dnia bez niespodzianek. Czasem w poczekalni spotykają się pies, kot i papuga – i zaczyna się koncert godny filharmonii. Innym razem właściciel przynosi „małego kociaka”, który okazuje się całkiem dorodnym lisem (tak, to też się zdarza!).
Na koniec dnia, kiedy ostatni pacjent macha ogonem na pożegnanie, a stetoskop ląduje na biurku, zostaje uczucie satysfakcji. Bo choć to praca pełna wyzwań, emocji i sierści w najmniej spodziewanych miejscach – to także praca z misją. Walka o zdrowie bywa długa i żmudna ale każdy dzień przypomina nam, że zdrowe, szczęśliwe zwierzę, to szczęśliwy człowiek.